Gianni Infantino nie ma obecnie najlepszego czasu. Podczas afery związanej z próbą przekształcenia MŚ w spółkę, do przestrzeni medialnej wyciekły informacje o jego byłej kochance. Romans miał mieć miejsce jeszcze za czasów pracy w UEFA, a jego konsekwencja odczuła federacja, która musiała płacić kobiecie.
Po zakończeniu mistrzostw świata 2026, media zaczęły trąbić o nowym pomyślę Infantino. Szef FIFA chce zmienić mundial w spółkę, rozdzielić udziały pomiędzy członków, natomiast samemu chciałby stanąć na jej czele. To dałoby mu władzę nad kolejnymi edycjami MŚ, nawet po zakończeniu kadencji.
Romans i kasa z UEFA
Szwajcar już od dawna nie ma dobrego PR'u i nie zapowiada się, żeby miało się to zmienić. Tymczasem do mediów wyszły kolejne, niesprzyjające Infantino rewelacje.
"Daily Telegraph" ustaliło, że jeszcze w czasach pracy w UEFA (2009-2016), działacz miał wdać się w romans z pewną kobietą. Federacja miała wypłacić jej w tym okresie sześciocyfrową kwotę. Informacje te zostały potwierdzone przez europejską organizację.
Do sprawy odniosła się już FIFA. Jak można się spodziewać - zdecydowanie zaprzeczono wszystkim doniesieniom.
Prezydent Gianni Infantino stanowczo zaprzecza tym zarzutom. Są one kategorycznie nieprawdziwe. Wszelkie sugestie dotyczące niewłaściwego zachowania lub naruszenia statutów czy regulaminów mają charakter zniesławiający - poinformował rzecznik prasowy FIFA.
To prawdopodobnie kolejna odsłona wojny, która wybuchła na linii UEFA - FIFA. Europejska federacja otwarcie wyraziła sprzeciw wobec rządów Szwajcara. Zagroziła już zresztą bojkotem rozgrywek, dopóki na czele FIFA stać będzie Infantino.
