Nie milkną echa głośnej afery SMS-owej związanej z Adrianem Siemieńcem. Swoje zdanie w tej sprawie wypowiedział Szymon Marciniak. Sprzeciwił się ostracyzmowi wobec trenera Jagiellonii.

"Wirtualna Polska" w czwartek opublikowała wiadomości, jakie Siemieniec pisał do Arkadiusza Kamila Wójcika. SMS-y dotyczyły ostrzegania go, gdy któremuś z piłkarzy będzie groziła żółta kartka. Pod koniec sezonu 2025/26 aż ośmiu zawodników Jagiellonii było zagrożonych zawieszeniem.

Obecnie o aferze mówi cała Polska, która podzieliła się na dwa obozy. Część uważa, że Siemieniec nie zrobił nic złego, natomiast druga strona twierdzi, że za taki występek należy się zawieszenie.

Zdecydowanie w tej sprawie wypowiedział się Szymon Marciniak. Międzynarodowy sędzia z Płocka podkreśla, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, natomiast stanowczo wstrzymuje się od wydawania osądów.

Jesteśmy mistrzami tych wszystkich pseudoaferek, mistrzami robienia piekiełka. Najpierw nauczmy się dobrze grać w piłkę, najpierw nauczmy się fajnie prowadzić zespół i dobrze sędziować, a potem zajmijmy się czymś poważnym. Mam 420 meczów w Ekstraklasie. Nie ma takiej historii, aby ktoś mnie poprosił, abym dał kartkę czy nie. To jest paranoja. Jeśli ktoś przyszedłby do sędziego i poprosił kartkę, my mamy obowiązek to zaraportować. My kiedy widzimy podejrzaną żółtą kartkę, to też trzeba to zaraportować. Mi się to nie klei. Mam nadzieję, że jest to rozdmuchane - powiedział dla Kanału Sportowego.

My się znamy z tymi trenerami czy piłkarzami. Często pytali mnie ostatnio nawet kierownicy drużyn: panie Szymonie, jak to teraz będzie, bo się pozmieniały przepisy. Trudno też udawać, że się z kimś nie znamy. Ale są tematy, na które się nie wchodzi. Ja mam swoją robotę i muszę sędziować jak najlepiej
- dodał.