Piłkarze Lecha kompletnie skompromitowali się podczas rewanżu z Aarhus i odpadł z eliminacji Ligi Mistrzów. Nie dość, że nie popisali się na boisku, to także klasy zabrakło im poza nim. Tylko Filip Jagiełło wyszedł do dziennikarzy.

"Kolejorz" fantastycznie pokazał się w pierwszym meczu z Aarhus i wygrał na wyjeździe w Danii aż 4-1. Wydawało się, że takiej zaliczki nie da się roztrwonić. Ale jednak się dało, bo Aarhus doprowadziło do dogrywki, a następnie wygrało w rzutach karnych.

Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore

"Tylko Jagiełło zasługuje na szacunek"

Mistrzowie Polski nie kryli rozczarowania swoją postawą i nie kryli łez. Praktycznie wszyscy zawodnicy schowali się w szatni i nie chcieli wyjść do dziennikarzy. Praktycznie, bo odważył się tylko Filip Jagiełło, który stanął przed kamerami "TVP Sport".

Na gorąco nie powiem nic mądrego. Daliśmy ciała i tyle. Nie ma tutaj nic do dodania. Mieliśmy wszystko w swoich rękach. Ciężko mi powiedzieć, co było nie tak. Myślę, że wynik 4:1 na wyjeździe nieco zakłamywał rzeczywistość, bo to był naprawdę dobry zespół. Mieliśmy taki wynik. Nie powinniśmy odpaść... - ocenił.

Żaden z pozostałych piłkarzy nie zdecydował się na spotkanie z dziennikarzami. Informację przekazał Dawid Dobrasz, pod którego wpisem pojawiło się wiele krytycznych komentarzy pod adresem Lecha:

Największa kompromitacja w historii polskiej piłki;

Do tego trzeba odwagi, a oni jej nie mieli nawet na boisku;

Pół jaja żaden nie ma? Gdzie szacunek do kibiców po blamażu 100-lecia?;

Klasyka unikać odpowiedzialności. Wstać rano wypić kawkę i uśmiechnąć się do słoneczka. Potem na konferencji powiedzieć, że to silna drużyna i byli lepsi a teraz pora na csa znaczy na mecz ligowy. Zero wstydu, zero odpowiedzialności typowy gen przegrywa i akceptacji porażki - pisali kibice.