Fede Valverde zabrał głos po dramatycznym występie Urugwaju na mistrzostwach świata. Piłkarz Realu Madryt poruszył kwestię swojej przyszłości. Podkreślił, że nie zamierza opuszczać kadry, dopóki nie poprowadzi jej do sukcesu.
Urugwaj był typowany przed mundialem jako murowany kandydat do fazy pucharowej. Tymczasem nie zdołał nawet zająć miejsca, premiowanego awansem. Ba, znalazł się na 3. miejscu za Republiką Zielonego Przylądka i na ostatniej pozycji w klasyfikacji drużyn z 3. miejsc.
Emocjonalna deklaracja
Nadzieje urugwajskich kibiców budowało także zatrudnienie Marcelo Bielsy. Ostatecznie wyszło na jaw, że selekcjoner popadł w konflikt z piłkarzami. Nam sam koniec tej przygody, Bielsa przyznał, że czuł się osamotniony i nie miał wsparcia od piłkarzy. Przede wszystkim zarzuty kierował do Fede Valverde.
Lider Urugwaju zamiast zrzucić winę na kolegów czy trenera, wziął ją na siebie. W emocjonalnym wpisie na Instagramie podkreślił, że nie czuje się obecnie najlepiej.
"Minęło kilka dni od naszej porażki i dopiero teraz mogę zacząć analizować wszystko, czego doświadczyłem. Mimo to wiem, że jest we mnie część, która prawdopodobnie nigdy nie pogodzi się z kolejną porażką w pierwszej rundzie. Taką jak ta, którą odniosłem na Mistrzostwach Świata w Katarze.
Ta rana wciąż tkwi. Czuję ogromną odpowiedzialność wobec mojego kraju. To powód do dumy, który wypełnia moją duszę. Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy: przygotowałem się fizycznie i psychicznie i starałem się, aby to, co wydarzyło się wcześniej, nigdy się nie powtórzyło, ciężko pracując przez cały sezon. Ale ewidentnie to nie wystarczyło.
Akceptuję porażkę. Biorę pełną odpowiedzialność za to, że nie byłem w stanie wywiązać się z obowiązku wobec reprezentacji i wobec Was wszystkich.
Biorę odpowiedzialność za tę porażkę i wiem, że nie byłem wystarczająco dobry. Ale pod żadnym pozorem nie zrezygnuję z reprezentowania mojego kraju, nawet jeśli miałoby to kosztować mnie życie.
Nie wiem jak ani kiedy, ale przysięgam na swoje życie, że nie opuszczę tej reprezentacji, dopóki nie doprowadzę jej na sam szczyt” - napisał.
