W maju we Wrocławiu odbył się Ultimate Legends Night, czyli mecz gwiazd, zorganizowany przez Piotra Ćwielonga. Wrocławski event został okraszony obecnością Del Piero, Szewczenki czy Hamsika. Gwiazdorzy, którzy wystąpili przed polską publicznością nie otrzymali jednak obiecanej zapłaty. Organizator w rozmowie z "Weszło" zapowiada jednak, że opłaci umówione gaże.

Podczas majowego meczu, naprzeciwko siebie stanęły ekipy prowadzone przez Adama Nawałkę i Michała Probierza. Pierwszy poprowadził Polskę, która miała w składzie m.in: Jakuba Błaszczykowskiego, Łukasza Piszczka czy Michała Pazdana i Artura Boruca.

Probierz poprowadził natomiast Resztę Świata, do której dołączyły byłe gwiazdy piłki nożnej. We Wrocławiu zobaczyliśmy np. Alessandro Del Piero, Andrija Szewczenkę, Rivaldo, Davida Silvę, Ricardo Quaresmę czy Marcelo.

Obsada obu ekip robiła wrażenie. Oprawa całego wydarzenia również nie odstawała. Wśród ambasadorów, promujących mecz, znalazł się Marcin Najman, natomiast swoje koncerty zagrali Skolim oraz O.S.T.R.

Kompletna klapa

Spotkanie wygrała drużyna Polski po golach Artura Sobiecha, Macieja Makuszewskiego i Pawła Olkowskiego. Z trybun oglądało to zaledwie 12 tysięcy osób. Taki wynik musiał budzić obawy, bo stadion we Wrocławiu jest w stanie pomieścić spokojnie cztery razy tyle.

Teraz, po kilku miesiącach od wydarzenia, na jaw wyszło, że Piotr Ćwielog, który był jego organizatorem, nie wywiązał się z kontraktów. Zobowiązał się na wypłatę wynagrodzeń w przeciągu dwóch tygodni od meczu. Tak jednak nie stało się aż do dzisiaj, a obecnie mamy już połowę sierpnia.

Wielu piłkarzy jest wściekłych, bo nie tylko nie otrzymało pieniędzy, ale też przekonujących wyjaśnień w obliczu niedotrzymania umów. Widzieliśmy screeny rozmów zawodników z Ćwielongiem. Padają w nich konkretne terminy na spłatę należności, których 40-latek nie dotrzymuje. Popularny „Pepe” sam z siebie nie informuje dłużników o sytuacji i rzadko odbiera telefon. Odpisuje głównie wtedy, gdy jest przyciśnięty. Zarzeka się, że wszystko opłaci, ale potrzebuje czasu. Zawodnicy czują się zwodzeni - czytamy na portalu weszlo.com.

Według naszych ustaleń największe kontrakty sięgały nawet 60 tysięcy euro. Po kilkadziesiąt tysięcy euro mieli obiecane także zagraniczni zawodnicy, którzy stali w drugim szeregu pod kątem popularności. Do tego wszystkiego dochodzą koszty logistyki, zakwaterowania, wynajmu stadionu, marketingu czy wystawnego bankietu. Niektórzy gracze przylecieli z drugiego końca świata, zabierając ze sobą całe rodziny - dodano.

"Weszło" udało się skontaktować z Ćwielogiem i poprosić go o komentarz do sprawy. Ten zapewnił, że nie chce uciekać od odpowiedzialności i zamierza opłacić wszystkie zobowiązania. Postanowił jednak częściowo zrzucić z siebie winę, przerzucając ją na wspólnika, a także... reprezentację Polski.

Mój wspólnik miał wziąć połowę rzeczy na siebie, ale się wycofał. Promowałem wydarzenie swoim nazwiskiem, więc nie mogłem się wycofać. To nie ja byłem odpowiedzialny za opłacenie zawodników, ale spadło to na mnie. Nikogo nie oszukałem i tak będzie już do mojej śmierci. Czasem tak jest w biznesie. Mam nauczkę na przyszłość - cytuje Ćwieloga portal "Weszło".

Biznes był dobry. Mieliśmy najlepszych zawodników, takich piłkarzy jeszcze nie było w Polsce na podobnym evencie. Zakładaliśmy, że przyjdzie połowa stadionu. Nie pomogła nam też reprezentacja Polski, która nagle stwierdziła, że zagra we Wrocławiu trzy dni po nas [mecz towarzyski z Ukrainą - przyp. red.). Jeśli zwykły Kowalski ma w ciągu trzech dni do wyboru mecz legend albo reprezentacji Polski, wiadomo, że wybierze reprezentację. Tego nie mogliśmy przewidzieć. Wybraliśmy Wrocław, bo przez pięć lat nic się tam nie działo
- podsumował.

Źródło: Weszlo.com