W Niemczech wrze po odpadnięciu kadry z mistrzostw świata. Porażka z Paragwajem wywołała burzę, a jej plony zbiera przede wszystkim Julian Nagelsmann.
Remis w regulaminowym czasie (1-1), remis w dogrywce i porażka w rzutach karnych. Tak wyglądał występ reprezentacji Niemiec w 1/16 finału mistrzostw świata z Paragwajem. Nasi zachodni sąsiedzi wracają do domu dużo wcześniej, niż zakładała prawdopodobnie większość kibiców.
Winny?
A już na pewno takie scenariusza nie zakładali sami Niemcy. W kraju wybuchła burza, prasa jest wściekła i rozczarowana. „Nowy koszmar niemieckiej piłki nożnej. Żenująca porażka z Paragwajem. Zmarnowaliśmy trzy rzuty karne” - pisze wprost "Bild".
Za głównego winowajcę tej katastrofy uznano Juliana Nagelsmanna. Selekcjoner otrzymał "szóstkę" w sześciostopniowej skali (w Niemczech oznacza to najniższą możliwą notę).
Mecz sprawiał wrażenie, jakby ktoś nacisnął przycisk zwolnionego tempa. Niemcy, którzy na tych mistrzostwach świata — po wygranej 7:1 z Curacao — nie rozegrali ani jednego przekonującego meczu, wracają teraz do domu w sposób całkowicie zasłużony - czytamy na łamach „Sueddeutsche Zeitung”.
W meczu z Paragwajem Niemcy przeżyli koszmarny koniec turnieju, w którym tak naprawdę nigdy nie nabrali rozpędu” — dodaje „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Niemiecka prasa jest także zgodna co do przyszłości Nagelsmanna. Dziennikarze nie są przekonani, czy działacze w federacji będą gotowe, żeby zostawić selekcjonera do końca kontraktu, który wygasa w 2028 roku.
