Niedzielne starcie Legii Warszawa z Rakowem Częstochowa zapowiadało się wyjątkowo emocjonująco, ponieważ naprzeciw siebie stanęli klub i trener, którzy jeszcze niedawno pracowali razem. Przed meczem do głośnego rozstania z Markiem Papszunem wrócił Wojciech Cygan.
Powrót, który wciąż budzi emocje
W niedzielny wieczór Legia Warszawa zmierzyła się z Rakowem Częstochowa w meczu Ekstraklasy, a spotkaniu towarzyszyły duże emocje, ponieważ była to kolejna konfrontacja Marka Papszuna z jego byłym klubem. Szkoleniowiec przeniósł się do stołecznej drużyny pod koniec ubiegłego roku.
Saga związana z odejściem trenera z Częstochowy była jedną z najgłośniejszych historii końcówki roku, ponieważ początkowo transfer wydawał się mało realny. Z czasem scenariusz nabierał jednak coraz większego prawdopodobieństwa, a sytuacja stała się jasna w momencie, gdy sam szkoleniowiec podczas konferencji prasowej potwierdził, że chce dołączyć do Legii Warszawa.
Forma drużyny dostarczony przez Superscore
Ostateczne rozstrzygnięcie przyszło w drugiej części grudnia, kiedy 51-letni trener objął stołeczny zespół. Od tego momentu poprowadził Legię w siedmiu spotkaniach, notując dwa zwycięstwa, cztery remisy oraz jedną porażkę, dlatego jego początek pracy można uznać za umiarkowanie udany.
Przed niedzielnym meczem na temat szkoleniowca wypowiedział się pełniący obowiązki prezesa Rakowa Wojciech Cygan.
- Myślałem, że kroki ze strony Legii będą bardziej stanowcze i w miarę szybko zamkniemy sprawę, a ona w pewnym momencie oświadczyła, że się wycofuje i kończy temat - przyznał działacz w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”.
Jak ujawniono na jego łamach, władze stołecznego klubu rozważały różne scenariusze, jednak ostatecznie zdecydowały się poczekać właśnie na Papszuna. Cygan podkreślił również, że mimo zamieszania wokół transferu relacje między nim a trenerem pozostały dobre, dlatego nie widzi powodów do nieporozumień przed kolejnym spotkaniem.
- Na ile znam Marka, nigdy nie robił wrażenia osoby, która rozpamiętuje jakieś sytuacje w nieskończoność i żałuje swoich decyzji. Nie wiem, czy zaprosi mnie na kawę, to od niego zależy. Ja podam mu rękę. W końcu ja nie mam z nim żadnego konfliktu. Rozstawaliśmy się w dobrych relacjach. Gdy ponownie zostałem potem prezesem, to wysłał mi wiadomość z gratulacjami. Ostatni raz rozmawialiśmy może na przełomie stycznia i lutego. Gdyby teraz zadzwonił, na pewno odebrałbym i spokojnie porozmawialibyśmy - przyznał Cygan, dodając, że życzy szkoleniowcowi powodzenia, choć nie w niedzielnym spotkaniu.
Źródło: Przegląd Sportowy Onet
