Minionej niedzieli odbył się mecz miedzy Arką Gdynia a Widzewem Łódź. Rywalizacja zakończyła się bezbramkowym remisem, choć mogło być zupełnie inaczej. Damian Sylwestrzak nie podyktował rzutu karnego, z czego postanowił wytłumaczyć się na kanale "Meczyków".

Sylwestrzak początkowo dopatrzył się faulu na Marcelu Krajewskim. Podyktował rzut karny dla Widzewa, jednak po analizie VAR zmienił decyzję.

"Kluczowa jest sekwencja"

Anulowanie "jedenastki" wzbudziło dyskusję wśród kibiców. Sam Sylwestrzak postanowił wytłumaczyć, dlaczego postąpił w ten sposób. Swoją decyzję argumentował na kanale "Meczyków".

Z perspektywy boiska napastnik wygrywa walkę o pozycję, a obrońca po prostu atakuje go w sposób nieprzepisowy. Kluczowa jest tutaj sekwencja zdarzeń - czy najpierw dochodzi do nieprzepisowego ataku, a później jest zagranie piłki, czy odwrotnie - wyjaśniał arbiter.
Wszystko działo się na tyle szybko, że dla mnie najpierw był ewidentny faul, a później zagranie. Natomiast jest prawda boiska i prawda ekranu. Analizowaliśmy tę sytuację z Szymonem Marciniakiem i wszystko działo się w tempie - obrońca zagrał piłkę, a przed nim nie było pchnięcia - kontynuował.
Kluczowa jest sekwencja zdarzeń, która inaczej może wyglądać na żywo, a trochę inaczej w oku kamery, gdy możemy iść klatka po klatce i sprawdzamy sytuację bardziej szczegółowo. Pchnięcie jest dopiero po zagraniu piłki, a to zagranie jest skuteczne - dodał.
Stojąc tam i chcąc być jak najbardziej sprawiedliwym, nie podyktuję rzutu karnym, przy którym są znaki zapytania. A tutaj są. Obrońca w sposób wyraźny zagrywa piłkę - podsumował Sylwestrzak.